Krótka historia pewnej miłości i … zdrady – czyli jak poznałam męża

Krótka historia pewnej miłości i … zdrady – czyli jak poznałam męża

5 2314

Chyba jeszcze nigdy nie przygotowałam dla Was wpisu z okazji Walentynek. No wiesz… Zabawy, zabawki, książeczki do usypiania szkraba i edukacja przedszkolaka, to główna tematyka bloga. Ostatnio jednak wpadł mi w oko post Kasi z Worqshop 🙂 I wiesz co? Tak mnie wciągnął ten wpis, że z chęcią przeczytałabym więcej.

Jakieś trzy dni, cztery kawy i piętnaście mandarynek (!) później, w mojej głowie zakiełkowała myśl, że może moje dziewczyny też chciałyby przeczytać jak się to wszystko zaczęło. A pisząc “wszystko” mam na myśli mnie i Sławka, ciążę, CoverBaby i jeszcze wiele, wiele innych…

Jeśli masz ochotę poznać przyspieszoną wersję naszej historii i zobaczyć trochę kompromitujących zdjęć z “młodości”, to czytaj dalej. Jeśli nie, spokojnie omiń ten post – następny będzie pewnie o planszówkach 🙂


Nie wiem czy kiedyś Ci o tym wspominałam, ale pochodzę z Giżycka – pięknego, niewielkiego miasta na Mazurach. Kiedy miałam 18 lat wyjechałam do Olsztyna na studia. Tutaj zaczyna się moja dorosłość, samodzielność, miłość, wszystko…

Maj 2002 roku 

Pierwszy rok studiów mam już prawie za sobą. Za sobą mam również pierwszy poważny związek i przeprowadzkę . Mieszkam na nowym osiedlu blisko uczelni i cieszę się wolnością. Po niekończących się kłótniach, złapaniu gościa na walentynkowym cin cin z sąsiadką (serio! gość puścił mnie w trąbę w Walentynki ;)) i burzliwym rozstaniu mam ogromną ochotę na pozostanie singielką….

Nigdy mi się to bycie wolnym strzelcem nie udało i jakiś miesiąc później poznałam mojego przyszłego męża.

Zacznę od początku…

Mijał miesiąc odkąd wprowadziłam się do nowego mieszkania. Ja i 3 dwudziestolatków (!), w tym jeden mający pretensje, że za często się wszyscy myjemy! Serio! Przyjaciel ze studenckiej grupy odstąpił mi swój pokój, a ja szukając czegoś w tempie ekspresowym długo się nie zastanawiałam. Obok w klatce mieszkała moja koleżanka ze swoim facetem, studentem piątego roku. Kiedyś mój przyjaciel i koleżanka z klatki obok będą mieli dwie urocze córeczki 😉

Wtorkowy poranek. Coś ok. 7:30. W pośpiechu wrzucam do torebki telefon, zeszyt i długopis. Za pół godziny zaczynają się ćwiczenia z botaniki. Ostatnie krytyczne spojrzenie w lustro (podkrążone oczy zdradzają, że siedziałam nad książkami do późnych godzin nocnych) i wychodzę. Otwieram drzwi i czuję orzeźwiający powiew powietrza. Zbiegam po kilku schodkach. Na parkingu, oparty o samochód stoi jakiś chłopak. Na mój widok uśmiecha się i idzie w moją stronę… Wiem, że idzie do mnie…

Aaaaaaaaaaaaa… Fuck! Nigdy nie należałam do odważnych i mających odpowiedź na wszystko dziewczyn. Uciszam panikę, która ściska za gardło. Serce bije mi jak szalone, uciekam wzrokiem w … chodnik. A może chce tylko zapytać o godzinę?

– Cześć. Mam na imię Sławek. Czekałem na Ciebie – mówi bez odrobiny skrępowania i już wiem, że wpadłam

Serio? Do mózgu wysyłam informację, żeby włączyć logiczne myślenie. Przecież koleś brzmi jak amant z taniego romansu. Czekałem na Ciebie? Nigdy wcześniej go nie widziałam. Nigdy o nim nie słyszałam. Dukam pod nosem jakieś drżące “hej” i idę dalej. Gość się nie poddaje. Mówi, że jest kolegą mojego sąsiada (tak, tego z klatki obok :)), że sporo o mnie słyszał i bardzo chciał mnie poznać.

– Mogę Cię podwieźć na zajęcia jeśli chcesz – proponuje zaglądając mi głęboko w oczy

Myśli, że wsiądę do auta z obcym kolesiem? Ha! Po moim trupie!

Grzecznie dziękuję i odchodzę. Tego dnia spotkamy się raz jeszcze….


Masz ochotę na ciąg dalszy naszej historii, czy kategorycznie mam wracać do pisania wyłącznie o zabawkach i książkach? Daj znać 🙂

A teraz czas na najlepsze – trochę zdjęć z przeszłości 😉

Znajdziesz mnie na Facebooku – TUTAJ i Instagramie – TUTAJ

5 Komentowane

  1. każda historia początku cudownego związku jest warta napisania, i przeczytania 🙂 aż mi się nasze początki przypomniały…. 😀 i też miał w sobie coś ze stalkera.

Zostaw odpowiedź