Kiedy Twoje dziecko kocha WAKACJE – Dziecięce Pasje #6

Kiedy Twoje dziecko kocha WAKACJE – Dziecięce Pasje #6

2 1180

Zaczęły się wakacje. Spędzamy ze sobą 24h/dobę i najczęściej bardzo się z tego cieszę. Ponieważ jednak moją pracę ogarniam w domu, czasami po prostu potrzebuję usiąść do komputera na 2 – 3 godziny i fajnie jest kiedy nie zarywam nocek.

Na moje szczęście i nieszczęście w jednym 😉 mamy tutaj sporo sąsiadów w wieku zbliżonym do Maćka. Pierwszy z nich najczęściej pojawia się u nas około 11:00 i tak co chwilę zjawiają się kolejni. I teraz rozumiesz… Jak Bóg da, chłopcy się świetnie bawią i potrzebują mnie tylko wtedy gdy są spragnieni lub głodni. Często jest jednak zupełnie inaczej. Co chwilę ktoś wbiega do mojego „biura” i zaczyna się…. „Ciociu, a Maciek…”, „Ciociu, bo Filip…”, „a możemy soku malinowego”, „ma ciocia coś słodkiego”… I wtedy z moich planów spędzenia chociaż godzinki przed monitorem robi się miazga, ruina – jak zwał tak zwał.

Mam jednak kilka hitów, gadżetów, które wtedy wyciągam. Zapewniają mi czas potrzebny na napisanie tekstu, obrobienie zdjęć czy odpisanie na piętrzące się maile.

W ramach dzisiejszych Dziecięcych Pasji pokażę Wam kilka naszych gadżetów, które sprawiliśmy sobie z myślą o wakacjach.

MAŁY OGRODNIK, CZYLI CO ROBI MACIEK O PORANKU…

Kiedy już słodki śpioch wstanie z łóżka (a musicie wiedzieć, że od jakiegoś czasu to u nas wielka niewiadoma – jednego dnia zrywa się o 6:00, drugiego śpi do 9:00), wyprowadza psa do ogródka (taki psi obowiązek 😉). Praktycznie za każdym razem jeszcze w piżamie biegnie do naszego maleńkiego warzywnika i podlewa rzodkiewki, szczypiorek i sałatę. Ma jedną grządkę, na której pozwalamy mu sadzić to, co tylko podpowie mu wyobraźnia. Jak na razie jego hodowla obejmuje orzecha laskowego, kasztana (który pięknie wyrósł), awokado, pestki jabłek i … klocek Lego. Z tym ostatnim nie spodziewałabym się cudów, ale młody chyba liczy na poszerzenie swojej kolekcji.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wyposażyła dziecka w najbardziej odlotowy zestaw małego ogrodnika. Przy okazji robimy nim furorę na plaży 😉 W zestawie mamy rękawice z uroczym krasnalem, konewkę, łopatkę i grabki. Wszystko wykonane perfekcyjnie. Jeśli chcecie mieć porządny zestaw na lata w zamian za plastik – fantastik (którym też nie gardzimy, o czym przekonasz się za chwilę), to bardzo polecam ten od marki Janod. Maćka ulubieniec w tym zestawie to zdecydowanie metalowa konewka z uroczym grzybkiem.

Zresztą sami zobaczcie – młody przyłapany w piżamie, chłodny poranek i ulubione zajęcie. Lanie wody…

NASZ ZESTAW KUPICIE TUTAJ

Na stronie marki możecie dodatkowo przejrzeć inne zabawki do ogrodu → KLIK

A KIEDY JUŻ ZJAWIĄ SIĘ KUMPLE…

Nasza osiedlowa chłopięca banda ma w sobie tyle energii, że pewnie zasililiby nią jakieś niewielkie miasteczko. Czasami pół dnia spędzają kopiąc piłkę, skacząc na trampolinie, latają z kapiszonowcami i robią bazę w zjeździe do garażu. Są jednak dni, kiedy wstępuje w nich diabeł i zaczyna się rzucanie niedojrzałymi papierówkami, chowanie sobie nawzajem „drogocennych” przedmiotów, jest płacz i zgrzytanie zębami.

Wtedy do akcji wkracza ciocia Gosia i ukochany przeze mnie Buiten Speel. Na blogu pojawiło się już kilka outdoorowych zabawek tej marki – dzisiaj będzie kolejna, która zdała egzamin i jest w częstym użyciu.

Kamizelki z rzepami (my mamy 4, ale dostępna jest również wersja z dwoma), a do tego 4 piłeczki. 2 drużyny i spokój rodzica przez minimum pół godziny. Zabawa najczęściej zaczyna się od rozgardiaszu i próby trafienia w kogokolwiek. A masz! Piłka się przyczepiła!!!! Wygrana!!! Później dzieciaki dzielą się na 2 drużyny – czerwoną i niebieską. Wzrusza mnie za każdym razem fakt, że w czasach tabletów i 15 kanałów z bajkami mój syn chroni „flagę” jednocześnie próbując zdobyć tę należącą do przeciwnej drużyny. Za flagę najczęściej robią czapki z daszkiem zawieszone na kiju.

Ciężko byłoby wymienić ile fantastycznych zabaw i pomysłów sprowokowały 4 kamizelki i miękkie piłeczki, które się do nich przyczepiają… Polecam z całego serca. Sami zobaczcie jaka to świetna zabawa.

Kamizelki z rzepami BUITEN SPEEL dostępne TUTAJ

WAKACJE TO BAŁTYK

Nie pamiętam lata, w którym nie odwiedzilibyśmy choćby na kilka dni Półwyspu Helskiego. Czasami jedziemy tylko na weekend, ostatnio udało się nam spędzić z dziadkami kilka dni w Jastarni. Przy okazji zabraliśmy ze sobą piękny latawiec Djeco i niezbędnik plażowicza, czyli łopaty i foremki.

Największą popularnością w tym roku cieszyły się 4 wafelki i łyżka do robienia błotnych lub piaskowych lodów. Hit nad hitem… Jak się ma jedynaka to oczywiste jest pragnienie, żeby dziecko znalazło sobie wakacyjnych kumpli. Maciek zdobył sobie sympatię i uznanie pewnego rodzeństwa poprzez macanie i łowienie bałtyckich meduz (nie parzą). Kiedy dzieciaki znudziły galaretowate stwory, przez kolejne 2 godziny robili najpyszniejsze lody na całą zatokę. Częstowali nimi oczywiście staruszków, przechodniów i wszystkie okoliczne „ciocie” i „wujków”. Wszystko oczywiście pod czujnym okiem mamy, wśród ogólnej wesołości i wyluzowanego, helskiego klimatu. Kto był ten wie 😉

Jeśli chodzi o latawiec, nasz sprawdził się idealnie. Szybował pod same chmury i zdecydowanie to jedna z tych aktywności, która zbliża ojca i syna. Każdy tata powinien tego spróbować 😊

Foremki do lodów GOWI TUTAJ

Latawiec Djeco TUTAJ

WAKACYJNE OSIĄGNIĘCIA I SUKCESY

Ustalmy jedno. Są w życiu człowieka przełomowe momenty, chwile, które wzruszają rodziców i powodują nieziemską dumę z człowieka, którego pielęgnujemy, wychowujemy najlepiej jak potrafimy i kochamy najbardziej na świecie.

Jedna z takich chwil czekała na nas w Jastarni. Maciek nauczył się jeździć na rowerze!!! Przed wyjazdem poprosiłam męża, żeby odczepił w końcu boczne kółka i okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Młody po prostu wsiadł i pojechał. Oczywiście dzielnie asekurował go dziadek!

Zaliczyliśmy też pierwsze wywrotki, dziesiątki drobnych siniaczków na nogach i obtarcia rąk. Bo jak młody poczuł wiatr we włosach to nie odpuścił do dnia dzisiejszego. Zalicza coraz dłuższe wyprawy rowerowe, a my mu towarzyszymy i kibicujemy z całych sił. Czasami narzeka, że bolą nóżki, czasami zdarzy się niewielka wywrotka, ale zacięcie ma potężne. Mi udało się za to znaleźć dziecku taki kask, jakiego szukałam od momentu gdy Maciek dostał pierwszą biegówkę i hulajnogę.

Jego czerwony Bikloon od Janod trzyma się na głowie idealnie, nie przechyla się na boki, ma świetną regulację i wiem, że głowa młodego jest bezpieczna. Kupiliśmy mu również zestaw ochraniający kolana, łokcie i dłonie, ale tutaj odmówił współpracy twierdząc, że woli mieć już obdarte kolana.

Jeśli szukacie naprawdę porządnego kasku, to znajdziecie go TUTAJ.

MOI MEDALIŚCI

Dziadek i Maciek zostali obdarowani złotymi medalami. Jeden za sukces jakim jest niewątpliwie jazda na dwóch kółkach, drugi za bieganie w tę i z powrotem, by dziecku nie stała się jakaś większa krzywda 😉

Nasze medale kupicie TUTAJ i muszę Wam powiedzieć, że sprawdzają się również na różnych imprezach z dziećmi w roli głównej, pod warunkiem, że medal dostaje każdy za samo uczestnictwo w zabawie czy zawodach. Inaczej ryk gwarantowany 😉 Nasze pudełko zaczyna świecić pustkami i na bank kupimy kolejne.

OGRODOWA NUDA NAM NIE GROZI…

Jeśli raz na jakiś czas uda nam się zostać w domu we trójkę, to jest to czas wypełniony czytaniem książek, rozmów o wszystkim i o niczym i … testowania tych wszystkich zabawek, gier, mas plastycznych, zestawów edukacyjnych, z których już chyba nigdy nie uda nam się odkopać (szczególnie po ostatnich urodzinkach Maćka, które wyprawiliśmy dla kolegów i koleżanek z przedszkola).

W tym tygodniu prym wiodły bańki mydlane, klocki konstrukcyjne i świetne naklejki od Melissa & Doug.

Bańki jak to bańki. Każde dziecko kocha i bawią się nimi kolejne pokolenia. Doskonale pamiętam moje dzieciństwo, w których baniek nie brakowało. Teraz dzieci mają do ich robienia wspaniałe gadżety. Pistolety, bankomaty, wiatraczki i sznurki. My ostatnio zachwyciliśmy się jednym z zestawów od marki Tuban. Służy on do robienia ogromnych baniek, a ich płyn nie równa się z żadnym, z jakim do tej pory mieliśmy do czynienia.

Wszystkie zestawy znajdziesz TUTAJ

Co do klocków konstrukcyjnych, to plus – plusy już od dawna goszczą w naszym domu i mój syn bardzo lubi się nimi bawić. Do tej pory mieliśmy klocki w wersji mini, a ja byłam ciekawa czy ich większy odpowiednik skradnie również serce Maćka.

Nie zawiodłam się. Duże klocki zostały w teorii przygotowane dla młodszych dzieci, żeby maluchy nie miały problemu ze złapaniem ich w rączkę i łączeniem ze sobą. W praktyce zachwyciły również sześciolatka, który od kilku dni się z nimi nie rozstaje. Przed każdym praniem znajduję w kieszeniach jego spodni pojedyncze klocki, które z uporem maniaka upycha w nich każdego dnia. Wygląda na to, że będę musiała ich trochę młodemu dokupić, żeby mógł konstruować swoje czołgi, karabiny i słonio – żyrafy.

Nasz zestaw znajdziesz TUTAJ

I ostatnia na dzisiaj już wakacyjna (i nie tylko) zabawka, która zachwyci moich ulubionych artystów – plastyków. Pierwszy raz spotkałam się z takim produktem i od razu znalazł moje wielkie uznanie. Naklejki, które trzeba pokolorować i przykleić do odpowiednich scenografii. Mamy do wyboru m.in. las, dżunglę, farmę czy wulkaniczną scenerię z tyranozaurem i diplodokiem.

Nawet mojego syna nie musiałam dwa razy namawiać do wspólnego kolorowania. Melissa & Doug chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Ich produkty są magiczne i zamieniają nudę na fantastyczną, kreatywną zabawę.

Nasze naklejki TUTAJ

Mam nadzieję, że nasze wakacyjne gadżety przypadły Wam do gustu. Już niedługo na blogu kolejny post książkowy, kilka planszówek i może w końcu odważę się Wam opisać to, jak postanowiłam spełnić własne marzenie….

Niezmiennie zachęcam do obserwowania mnie na Facebooku i Instagramie:
Facebook CoverBaby
Instagram CoverBaby

2 Komentowane

Zostaw odpowiedź