Co zabieram w podróż z dzieckiem, żeby w trasie nie zwariować

Co zabieram w podróż z dzieckiem, żeby w trasie nie zwariować

1 3004

Pierwsze podróże z Młodym były dramatyczne. Uśmiechnięte i słodkie niemowlę włożone do fotelika, jak za dotknięciem magicznej różdżki przeistaczało się w krzyżówkę syreny alarmowej z fontanną. Przejechanie 100 kilometrów dzielących mnie od najbliższej rodziny, było podzielone na kilka etapów, a na tylnej kanapie nie mogło zabraknąć zabawiacza, podawacza grzechotek i gryzaków oraz uspakajacza w jednym. Koszmar…

Wszystko zmieniło się wraz z uzyskaniem przez dziedzica magicznej wagi 9 kg, które pozwoliło nam przepiąć dziecko do większego fotelika. Od tej pory podróże stały się naprawdę znośne, a nawet zaryzykowałabym stwierdzenie, że przyjemne. Żeby nie było jednak zbyt łatwo, macierzyństwo bowiem uwielbia płatać nam figle, im nasz przedszkolak jest starszy, tym bardziej podróże mu się dłużą, a z tylnej kanapy co jakiś czas da się słyszeć „Mamo, daleko jeszcze?”.

Na krótsze trasy spokojnie wystarcza „Psi patrol”, wspólne śpiewanie, rozmowy i audiobooki. Jednak Młody miał szczęście (bądź też nieszczęście) trafić na starych, którzy podczas wakacji przemierzają z nim np. 3000 km. Dwa dni w trasie z przedszkolakiem? Czemu nie? Naprawdę da się takie rzeczy przeżyć, jeśli się do tego odpowiednio przygotujemy.

Po pierwsze – tablet! I możesz krzyczeć, że tablet to zło, a ja Ci powiem, że używany sporadycznie i z głową, potrafi wybawić rodzica z opresji, kiedy do hotelu zostało jakieś 150 km. Wyciągam go zawsze w sytuacji, kiedy grane już było naprawdę wszystko – od kolorowanki, przez zabawę w „coś w pobliżu na literę”, aż do rozpoznawania znaków drogowych, które mijamy (w ostatnim czasie to nasz hit podróżny numer 1).

ORGANIZER DO SAMOCHODU

Żeby ten tablet i wszystko czego potrzebuje młody było zawsze pod ręką, zaopatrzyłam się w organizer do samochodu. Dziś żałuję, że czekałam z tym tak długo. W podróży jest niezwykle pomocny. Nasz ma dwie pojemne, zapinane na rzepy kieszenie, miejsce na butelkę lub kubek i tablet. Maciek przechowuje w nim książeczki, drobne zabawki i przekąski. Okno na tablet wykonane jest z folii, która umożliwia nam obsługę urządzenia. Dla mnie bomba!

Wybraliśmy organizer marki TULOKO ze względu na jego świetną jakość wykonania. Znajdziesz go TUTAJ, ale jeśli nie chcesz przerywać teraz czytania, to na końcu jeszcze raz podam Ci linki do wszystkich rzeczy z dzisiejszego wpisu.

PLECAK

O ten plecak młody prosił odkąd skończył trzy lata 😉 Rok temu postanowiłam to jego marzenie spełnić i nie żałuję. Plecak jest często w użyciu i po takim czasie wygląda jak nowy. Maciek najczęściej pakuje go sam. Dzięki temu nie pakujemy już do auta wielkich ciężarówek czy Nerfa, który zajmuje pół bagażnika 😉 Do plecaczka mieści się najmniejszy pistolet na piankowe strzałki, kilka gier (serio ;)), resorak czy plastikowe żołnierzyki. Najczęściej w podróży otwieram buzię ze zdumienia, kiedy widzę ile zabawek syn wyciąga z plecaka. Za chwilę zobaczycie co nam towarzyszyło podczas ostatniej wyprawy na Mazury…

Nasz plecak to Spiderman marki Little Life – TUTAJ

ZABAWKI

Znam śmiałków, którzy twierdzą, że zabawki w podróży to zbędny balast. Podziwiam i kłaniam się nisko 😉 Nauczona wieloma wyjazdami, nie zabieram już ze sobą walizki książeczek i samochodzików, ale kilka gadżetów, które można wykorzystać na wiele sposobów. Taki zestaw jak ten poniżej bardzo nam się sprawdził i służył nie tylko podczas jazdy autem, ale również wtedy, kiedy czekaliśmy ponad godzinę (!) na pierogi w zatłoczonej knajpce, w przerwie między kąpielami w jeziorze, a także wieczorem, kiedy zmęczeni atrakcjami dnia, wracaliśmy do wakacyjnej kwatery.

ZŁOTA TRÓJKA

Trzy niewielkie gadżety, które potrafią umilić życie nie tylko dziecku, ale i rodzicowi.

Maluch z uśmiechem na twarzy prowadzi wyścigi: Stegosaurus kontra Formuła 1. Kierowca wyścigówki już wyszczerza zęby w uśmiechu. Wygra! Na bank! Nie spodziewa się jednak, że jego przeciwnik ma ukryte moce i potrafi zrzucać ogon, który z siłą pocisku uderza w bok auta. Formuła wypada z toru i szybko na niego nie powróci. Ale cóż to się dzieje? Proszę Państwa! Do zabawy dołącza zwinna i nieuchwytna Oogi Pilla. Przysysa się do każdej płaskiej powierzchni – do Stegosaurusa również. Czy dzielny dinozaur przetrwa ten atak? Kto zwycięży?

Młody potrafi tak godzinami. Serio 😉

Dinozaur marki Janod jest fantastyczny. Wykonany z drewna, pięknie pomalowany, rozkłada się na kilka elementów. Wyścigówka to niezrealizowane marzenie wielu chłopców, którzy dziś już są ojcami. Mojemu Sławkowi oczy rozbłysły na jej widok. Maćkowi również. Faceci są jacyś inni 😉 A tak zupełnie serio, w erze Hot Wheelsów i Transformersów, takie drewniane cudeńka potrafią o siebie zawalczyć i robią plastikowemu badziewiu niezłą konkurencję.

Ostatnie miejsce w tej złotej trójce przyznaję Oogiemu – zabawnej stonodze, która przysysa się od jakiegoś czasu do naszej samochodowej szyby, lodówki oraz towarzyszy młodemu w kąpielach.

KOLOROWANKA

Cud nad cudami!!! Bez niej nigdzie nie jadę. Już kiedyś pokazywałam na blogu Water Wow, wersję z autami. Dziś pora na zwierzęta. Cztery piękne obrazki, przedmioty, które trzeba odszukać i pędzelek, do którego wlewamy wodę i zakręcamy. Nic się nie brudzi i nie moczy. Kolory, które pojawiają się na kartonowych stronach są bajeczne, a magicznie pojawiające się kwiatki, owady i inne zjawy sprawiają, że dziecko chce malować jeszcze raz i znowu…

Kolorowanka Water Wow jest wielorazowego użytku. Woda z obrazka wysycha dosyć szybko i można zaczynać zabawę od nowa. Na podróż nie ma nic lepszego 🙂 Polecam!

Kolorowanki Water Wow marki Melissa & Doug – TUTAJ

GRY PODRÓŻNE

Mogę się założyć, że projektanci zabawek Purple Cow nie tylko mają dzieci, ale i z nimi sporo podróżują. Uwielbiam markę za maleńkie, pomysłowe gry, puzzle, układanki, które zmieszczą się w Twojej kopertówce. Korzystamy z nich nie tylko podczas wyjazdów, ale i w kolejce do lekarza, czekając na posiłek w restauracji czy podczas drugiego śniadania w parku. Docenisz je pakując bagaże, kiedy okaże się, że zabawki na wyjazd zajęły pojemność plecaczka dziecka. Mega!

Zacznę od cudownej wieści dla wszystkich rodziców puzzlomaniaków. Teraz puzzle można układać w trakcie podróży 😉 Nasze magnetyczne cudo to mała, metalowa puszka, a w niej dwa piękne obrazki: krokodyl (18 elementów) i słoń (28 elementów). Młody bardzo je lubi, a ja je po prostu kocham. Kiedy pięciolatek zaczyna z nudów rytmicznie kopać w mój fotel, wystarczy przypomnieć, że w kieszonce przed sobą ma puzzle. Cisza i spokój. Sytuacja opanowana na kilkanaście minut. Kilkanaście niezwykle cennych minut…

Nasz drugi hicior to magnetyczne bingo. Tutaj dziecku do zabawy potrzebny będzie partner, więc mama lub tata przesiadają się do tyłu. Ok! W tym momencie mogę jedynie pozazdrościć szczęśliwym rodzicom dwójki 😉

Każdy z graczy otrzymuje jedną połówkę metalowej puszki i komplet magnetycznych pionków – zielonych lub pomarańczowych. Pierwszy zawodnik kręci kołem. Wypadła rybka? Szukasz jej na planszy i zakrywasz jednym z pionków. Uważaj, bo np. rybki mogą być dwie (zakrywasz wtedy dwa pola) lub może jej nie być wcale.

Pierwszy z graczy, któremu uda się zakryć dwa poziome rzędy bądź jeden pionowy wygrywa!

Wszystkie magnetyczne gry i układanki Purple Cow dostaniecie TUTAJ.

MAŁY ODKRYWCA

Piękna, metalowa puszka, a w niej cztery walizki, cztery karty z nazwami krajów i 32 kafelki z informacjami o danym państwie. Każdy z graczy otrzymuje walizkę i kartę kraju, a następnie losuje jeden z kafelków ułożonych na środku stołu. Masz Francję i trafiła Ci się bagietka? Brawo! Pakujesz ją do swojej walizki.

Podczas świetnej zabawy możemy przybliżyć dziecku USA, Francję, Chiny i Włochy. Który kraj kojarzymy z kowbojami, jaka waluta obowiązuje w Chinach, gdzie zobaczymy Krzywą Wieżę? Bardzo, bardzo bym chciała, żeby do tej gry wydano dodatki w postaci większej ilości krajów.

Nasza gra – TUTAJ

MEMORY TWARZE

Genialne! Memo to taka gra, którą ma w domu praktycznie każdy rodzic. Ta, zapakowana w niewielką tubę, mieści się w plecaku – Spidermanie. Przyciąga uwagę każdego dziecka, bo twarze które widnieją na kartonikach są bardzo wyraziste, ciekawe i co najważniejsze – to fotografie.

Każda twarz przedstawia jakąś śmieszną minę. Dziewczynka z rozdziawioną buzią, gość w okularach wrzeszczący wniebogłosy, chłopiec pokazujący język, czy gość z wypełnionymi powietrzem policzkami. My urozmaicamy sobie grę w ten sposób, że po odkryciu przez daną osobę pary, ta musi pokazać minę przedstawioną na karcie.

Memory Twarze – TUTAJ

Ciekawa jestem jak podobają się Tobie nasze podróżne zabawki? A może masz jakieś tajemne sposoby na okiełznanie dziecka podczas dwunastogodzinnej jazdy samochodem? Daj znać koniecznie 🙂

Tak jak obiecałam, podaję jeszcze raz wszystkie linki, żebyś nie musiała szukać w tekście.

Organizer do samochodu TULOKO – KLIK

Plecak Little Life Spiderman – KLIK

Stegosaurus Janod – KLIK

Wyścigówka Janod – KLIK

Oogi Pilla MOLUK – KLIK

Kolorowanka Water Wow – KLIK

Magnetyczne bingo Purple Cow – KLIK

Mały odkrywca – KLIK

Memory twarze Purple Cow – KLIK

To tyle na dzisiaj. Jeśli ten wpis był dla Ciebie przydatny, będzie mi bardzo miło jeśli udostępnisz go dalej, zostawisz komentarz, polubisz. Znajdziesz mnie również na Facebooku → KLIK i Instagramie → KLIK

 

Partnerem wpisu jest sklep tublu.pl

1 KOMENTARZ

Zostaw odpowiedź