Wakacje z przedszkolakiem. Mamo, nudzę się #2

Wakacje z przedszkolakiem. Mamo, nudzę się #2

Ten tydzień upłynął nam głównie na ogarnianiu urodzin Maćka i przyjmowaniu gości. Czasu na zabawę z synem miałam jak na lekarstwo, bo on bawił się głównie z kolegami i koleżankami 😉 Udało mi się jednak zatrzymać kilka chwil w kadrach i dzisiaj pokażę Wam co robiliśmy kiedy jakimś cudem nikogo u nas nie było.

Pierwszą część cyklu „Wakacje z przedszkolakiem. Mamo, nudzę się” znajdziesz TUTAJ.

BANZAI, czyli wodne szaleństwa

O zabawkach tej marki pisałam Wam w TYM wpisie. Dzisiaj na zdjęciach bejsbol wodny i mega zabawa!!!! Podłączasz podstawkę do węża ogrodowego, pompujesz kij i jazda 😉

Do kupienia TUTAJ

SPACERY PO MIEŚCIE, PLACE ZABAW I OBOWIĄZKOWE KARMIENIE GOŁĘBI

Do niedawna nie doceniałam spacerów po mieście. Mieszkamy w pobliżu lasu i jeziora i nie widziałam powodu dla którego miałabym odpalać auto i jechać do centrum, skoro kilkanaście kroków dzieli nas od ścieżki porośniętej mchem i paprocią.

Myliłam się. Raz na jakiś czas wypad do miasta to mega atrakcja dla młodego. Odwiedzamy nowe place zabaw, chodzimy na lody, przyglądamy się tramwajom, autobusom i kolesiowi grającemu na gitarze, a już takim obowiązkowym punktem spaceru jest karmienie gołębi. Polecam 😉

KREATYWNIE Z DohVinci

Młody dostał ten zestaw podczas urodzin na piasku (jakim piasku? → O TUTAJ). Jest pistolet i kilka tubek hmmm… farb ciastolinowych? Sama nie wiem jak to nazwać. Na pistolet nakładasz jedną z kilku końcówek (kwadraciki, krzyżyki, trójkąty itp.) i tworzysz. My mieliśmy do ozdobienia psiaka, ale młody zdecydowanie wolał tworzyć na czystej kartce. Minus DohVinci jest taki, że ta masa dość szybko się kończy, ale za to ceny zestawów są naprawdę przystępne.

Zestawy DohVinci znajdziesz TUTAJ

SZALEŃSTWA W OGRODZIE

W tym tygodniu udało nam się spędzić trochę czasu w ogrodzie. Juuuhuuu !!! Po pierwsze – w końcu nie pada całymi dniami. Po drugie – nigdzie nie wyjeżdżaliśmy.

Młody nacieszył się trochę swoimi podwórkowymi zabawkami, wychlapał się za wszystkie czasy w dmuchanym baseniku, osiemnaście razy umył matce samochód i dziesięć razy zaprosił kumpli na trampolinowe zabawy z balonami w tle….

CENTRUM NAUKI EXPERYMENT

Dwa tygodnie temu pojechaliśmy do Gdyni. Ja uczestniczyłam w konferencji See Bloggers, chłopaki bawili się na gdyńskiej plaży i odwiedzili Centrum Nauki Experyment. Powiem tylko tyle, że po pięciu godzinach tam spędzonych młody nie chciał wyjść, a o „trzęsieniu ziemi” mówi do dzisiaj…

Jeśli będziecie kiedyś w Trójmieście, koniecznie zahaczcie z dzieciakami o tę atrakcję. Radzę Wam również zaopatrzyć się w bilety dzień wcześniej (kupiliśmy je on-line), bo kolejki potrafią dać w kość.

WYCIECZKI ROWEROWE

Młody na piąte urodziny dostał od nas i moich rodziców rower. Radość jest z tego tytułu przeogromna i nie ma teraz dnia bez choćby krótkiej przejażdżki. Czekam, aż będziemy mogli wsiąść na rowery całą trójką i popedałować gęsiego gdzie nas oczy poniosą. Na razie M. nie nadaje się na takie wyprawy. Jadąc, rozgląda się na boki i w ułamku sekundy potrafi wyjechać na środek naszej osiedlowej uliczki. Czekamy więc cierpliwie biegając przy rowerze i spalając wszystkie kiełbaski i karkówki z grilla.

P.S. Dajcie znać jak to jest u Was z tymi rowerami. Kiedy wybraliście się na pierwszą wycieczkę rowerową, gdzie dziecko jechało na własnym rowerku? A może ktoś ma doświadczenie z TAKIM drążkiem holowniczym? Co o nim myślicie?

MIŁOŚĆ DO MINIONKÓW

Cała nasza trójka kocha Minionki miłością absolutną. Każdą część oglądaliśmy kilka razy, a kiedy na ekranach kin pojawiła się bajka „Gru, Dru i Minionki” staliśmy pierwsi w kolejce po bilety.

Minionkowe książki po prostu musiały być nasze. Pierwsza – „Książka z tatuażami” to nasz absolutny hit! Tatuaże z Minionkami nosi Maciek od trzech tygodni i twierdzi, że jak będzie dorosły to też je sobie będzie naklejał, bo taki prawdziwy tatuaż to musi bardzo boleć 😉 W tej książce znajdziecie też sporo zagadek, kolorowanek i zadań kreatywnych.

„Księga zagadek” (ta czerwona) podbiła serce malucha, bo w środku jest tekturowy model robota Clive’a do złożenia (oczywiście składałam ja, przy okazji zdobywając zaszczytny tytuł „matki roku” 😉 Pominę milczeniem fakt, że robot nie doczekał się rąk ;)). Tak jak w poprzedniej książce, w tej również znajdziecie łamigłówki, zadania, kolorowanki.

Ostatnia książka to książka z całą górą (dokładnie tysiącem) naklejek. Dru, Gdu, Minionki, banany i pierdzistrzały, zamrażacze i zmniejszacze zdobią chyba każdą koszulkę i spodenki Maćka, a ja przed każdym praniem pieczołowicie sprawdzam, czy usunęłam wszystkie ślady tego naklejkowego szaleństwa. Znacie to? I znowu… Zadania, kolorowanki, zagadki….

Na oddzielny akapit zasługuje ta oto wspaniała książeczka → „Gru, Dru i Minionki. Szukaj i znajdź”. 

Młody ją uwielbia i często można go zastać nad nią pochylonego. 10 kolorowych ilustracji, a na każdej kilkanaście przedmiotów do wyszukania. Do tego na wszystkich obrazkach ukryto 10 bananów. Znajdź je. I kiedy już myślisz, że odkryłeś wszystkie tajemnice książki, dochodzisz do ostatniej strony, a tam…. 10 dodatkowych zagadek.

Mega zabawa za niecałe 15 zł 🙂

Ostatnia książka z naszej Minionkowej serii, to „Przewodnik po tajnych gadżetach i pojazdach”. W książce znajdziecie trochę naklejek, którym młody dał już spokój z uwagi na 1000 innych, które są w ciągłym użyciu, oraz szczegółowe opisy wszystkich wynalazków, które możemy zobaczyć w trzech bajkach.

Jest tutaj szczegółowy opis wejścia do bazy Gru, wszystkie gadżety Vectora, a także Keytar Bratta (kto oglądał ostatnią część Minionków – wie :)).

Wszystkie książki znajdziecie w księgarni Egmont i z tego co widzę, wszystkie są właśnie przecenione o 25 % → KLIK

Pierwsza część cyklu „WAKACJE Z PRZEDSZKOLAKIEM” – TUTAJ.

Jeśli uważasz, że ten post jest przydatny, czy też po prostu fajny – udostępnij go. Niezmiennie możecie mnie śledzić na Facebooku i Instagramie. Cmok :*

1 KOMENTARZ

  1. Franio jazdę na 2 kółkach opanował w 1 dzień, wcześniej nie rozstawał się z rowerkiem biegowym, samodzielnie jeździ od maja. A na naszą pierwszą przejażdżkę pojechaliśmy z naszym 4,5 latkiem tydzień po tym, jak młody nauczyl się jeździć na rowerze. Wybieraliśmy drogi rowerowe takie, na których jeździ niewiele rowerzystów. Przejechaliśmy łącznie 17,5 km, oczywiście z przerwami na plac zabaw ;-). Radość młodego po samodzielnym przejechaniu takiej odległości bezcenna :-).
    Odnośnie drążku holowniczego u nas się nie sprawdził, młody był zbyt mocno pochylony na bok. A później już nie chciał jeździć, wolał sam.

Zostaw odpowiedź