Rak szyjki macicy – pokonałam drania.

Rak szyjki macicy – pokonałam drania.

24 14065

Odkąd skończyłam 18 lat, każdego roku – bez najmniejszego wyjątku – robiłam cytologię. Wynik był zawsze idealny. Nigdy nie myślałam, że mogłoby być inaczej. Badałam się tak po prostu – dbanie o siebie i swoje ciało wyniosłam z domu. Cytologia raz w roku była dla mnie jak wizyta kontrolna u stomatologa – ma być odhaczona na mojej rocznej liście „to do” – i tyle.

Miałam 28 lat. Kilka dni wcześniej – jak każdego lata – opuściłam gabinet ginekologiczny, zadowolona, że mam to z głowy. Wrócę tu dopiero za rok. Siedziałam w pracy pochylona nad moimi notatkami i zamyślona stukałam ołówkiem w blat biurka, gdy nagle ciszę przeszył sygnał mojego telefonu. Numer nieznany.

– Tak, słucham?

– Pani Małgorzata Ź.? Dzwonimy z gabinetu Pana X. Są już wyniki Pani badania.

WTF? Pomyślałam. Nikt nigdy do mnie nie dzwonił. Po wyniki zgłaszałam się sama. Lekki niepokój wypełnił moje serce… od tej pory miał zacząć się mój mały koszmar.

– Bardzo prosimy o zgłoszenie się do Nas. O wszystkim poinformujemy na miejscu…

2 dni później już wiedziałam. Rak szyjki macicy. Stadium 0. CIN III. Rak, który nie daje jeszcze przerzutów. Wpadłam w panikę. Nie mam dzieci. A chcę. Bardzo. Zdecydowałam się na konizację, czyli wycięcie małego fragmentu szyjki. 4 długie tygodnie czekałam na wyniki histopatologiczne. Kiedy zjawiłam się w szpitalu, aby dowiedzieć się, że wszystko jest ok i komórki rakowe zostały usunięte w całości, okazało się, że to dopiero początek mojej drogi do zdrowia. Lekarz smutno pokiwał głową i rzucił hasło „całkowita amputacja”. Boże. Jak ja ryczałam. Jedyne na czym mogłam się skupić to myśli o dziecku. Tym nienarodzonym. Tym, którego być może już nigdy nie będę nosić w brzuchu, nie przytulę, nie przeczytam mu bajki na dobranoc…

Nie będę opisywała kolejnych prawie dwóch lat. Napiszę tylko, że po tysiącu konsultacji z ginekologami, onkologami i innymi -ami, zdecydowałam, że przed amputacją szyjki zajdę w ciążę. Decyzja ta była najtrudniejszą w całym moim życiu, ale wspierana przez męża i uzbrojona w cały sztab lekarzy – supermanów – została nieodwołalnie podjęta. Dostałam 3 miesiące na zajście w ciążę.

Miesiąc później mój lekarz serdecznie uściskał mnie i mojego męża, gratulując poczęcia dziecka. Przez chwilę znów mogłam swobodnie oddychać. Czarne wizje zastąpiły te magiczne, w odcieniach różu i błękitu. Plan był prosty. 9 miesięcy ciąży, poród i amputacja.

Znacie to powiedzenie, że kiedy my planujemy swoje życie, Bóg się z Nas tylko śmieje? Ze mnie zadrwił okrutnie. W 12 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że dziecko na które czekam, nie ma szans na dalsze życie. To było bezczaszkowie…. To był Wiktor.

Gdyby nie pomoc cudownych ludzi, całego sztabu lekarzy i wspaniałej Pani psycholog – sama nie wiem jak to by się skończyło. Dramat gonił dramat, a mi już brakowało sił do walki.

I oto stał się cud. Kolejna ciąża. Od tej pierwszej różniła się jednak znacznie. Już nie czekałam z podnieceniem na pierwsze USG. Pierwsze, drugie i trzecie badanie przepłakałam. Leżałam na fotelu a łzy płynęły mi prosto do uszu i we włosy. Płakałam ze strachu, z tysiąca obaw, a po wizycie – z ulgi. Udało się. Urodziłam zdrowego, pięknego syna – Maciusia. Bożżżżże… Było warto przejść przez to wszystko, żeby móc go trzymać w ramionach.

Kolejny wielki stres. Amputacja szyjki macicy. Przeprowadzana w znieczuleniu zewnątrz – oponowym, żebym mogła karmić synka. I czekanie na wyniki. Kolejne 4 tygodnie. Kiedy zjawiłam się w szpitalu po wynik nogi się pode mną uginały, a serce próbowało opuścić klatkę piersiową.

– Jest Pani zdrowa. Komórki rakowe zostały usunięte w całości. Proszę spojrzeć… Na granicy cięcia czysto…

Nie mogłam patrzeć, bo ryczałam jak głupia. Tym razem ze szczęścia…. Miałam wszystko. Rodzinę, zdrowie, życie…

Wiesz co mnie uratowało? Głupia cytologia. Badanie, o którym większość z Nas zapomina. Myślisz, że Ciebie rak nie dotyczy? Też tak myślałam. Zawsze o siebie dbałam, NIGDY nie uprawiałam przypadkowego sexu, w mojej rodzinie nikt nie miał raka… Mimo wszystko to cholerstwo dotknęło właśnie mnie… Objawy? Nie było żadnych.

Proszę. Nie. Błagam. Zrób to dla siebie i dla swoich bliskich. Raz! Tylko raz na 12 miesięcy daj się zbadać. 10 minut. Tyle potrwa cała wizyta, która może uratować Twoje życie.

Żyję!!!! Mam wspaniałe dziecko i wiele szczęśliwych lat przed sobą (I hope)…. Dziękuję Ci cytologio. Dziękuję również sobie. Dziękuję, że myślałam o sobie i się badałam….

Kochane dziewczyny. Poniżej tego tekstu znajdziecie mały niebieski guziczek – Facebook. Kliknijcie i puśćcie ten tekst dalej w świat. Może komuś uratujecie życie. Dziękuję.

P.S. Długo zastanawiałam się czy napisać taki tekst, czy nie jest zbyt osobisty. Jednak znalazł się ktoś, kto pokazał mi że warto. Bo jeśli chociaż jedna kobieta zrobi sobie cytologię – to może to będzie to jedno uratowane życie więcej… Dziękuję Anielno… Zajrzyjcie do Niej koniecznie i przeczytajcie TEN tekst…

24 Komentowane

  1. Współczuję to musiało być straszne przeżycie. Pamiętam że pewnego dnia przyjechałaś z mężem do pracy i wyglądałaś hmm nie wiem jak to określić, ale jakby uszło z ciebie życie. Kobieta zawsze radosna i uśmiechnięta, a ty stałaś na tej hali i wydawało się jakbyś żyła w innym świecie. Widać było że wydarzyło się coś złego, ale nie przypuszczałeam że przeżywasz taki koszmar. Ja cytologie robię co dwa lata, ale chyba zacznę częściej.

    • Było strasznie. Trudno jest do tego wracać myślami. Ale banalne „po burzy zawsze wschodzi slonce” często się sprawdza. I U mnie tak było. 2 koszmarne lata za mną. Została po nich lekka nerwica 😉 ale mam swojego synka i jestem zdrowa…

    • Dziękuję 🙂 trudne tematy są bardzo ważne… zbieram w sobie siłę i odwagę by napisać o bezczaszkowiu i terminacji ciąży… Ale to wciąż zbyt bolesna rana 🙁

  2. Witam
    Ja tą samą diagnozę o raku usłyszałam wraz z informacją że jestem w 5 tygodniu ciąży. Udało się, jestem juz zdrowa i mam 3 letniego synka.

  3. Podziwiam Cię za taką heroiczną walkę, za to, że się nie poddałaś. Twoja historia może zainspirować wiele dziewczyn! Brakiem badania nie uciekniemy przed chorobą, tylko zmniejszymy swoje szanse, tym bardziej, że – jak pisałaś – rak szyjki we wczesnym stadium nie daje objawów.

    • Urodziłam się by zostać mamą 🙂 zawsze tak mówiłam mojemu malzonkowi. Dlatego walka o dziecko była dla mnie jedyną słuszną opcją 🙂 A badanie to mus. Jeśli nie dla siebie to dla najbliższych…

  4. Świetnie, że to opisałaś! Trafiłam tutaj z Twojego linka w komentarzu u Nishki. Nie ma chyba lepszego przekonania innych do badań niż właśnie takie prawdziwe historie. Gratuluję siły, odwagi, synka i wszystkiego! Przesyłam moc uścisków.

    • Bardzo dziękuję :* właśnie dlatego uwielbiałam takie akcje jak ta Nishkowa… mogą komuś uratować życie. Dlatego sama też odwazylam się napisać swoją historię – bo może po niej zbada się chociaż jedna kobieta. Pozdrawiam :*

  5. dobrze, ze wszystko sie skonczylo pozytywnie! to musial byc prawdziwy koszmar, chyba przekonalas mnie w tej chwili, zeby zaczac sie regularnie badac!
    zycze Wam jak najwiecej zdrowia i szczescia!!!

  6. Gratuluję odwagi! Ja na szczęście trafiam na lekarzy którzy zawsze pilnują, by wykonywać cytologię regularnie i nawet jeśli wypadnie mi to z głowy to oni pamiętają. Ale rzeczywiście samej trzeba zadbać o swoje życie. Nie tylko dla siebie, ale chociażby dla swojego dziecka!

  7. Przeszłam CIN II i konizację w wieku 22 lat, miałam przez całe życie 1 partnera i takie coś mi się przytrafiło. Nawet wówczas na cytologię z nfz sie nie kwalifikowałam (jest od 25 roku życia) ale lekarz z NFZ jakoś załatwił tę bezpłatną cytologię (chciałam jej) i wyszłedł rak stadium O. Gdyby nie moje prośby i to że jakoś on w papierach namieszał (bo inaczej bym jej nie mogła miec) nie wiem czy dziś po tych 10 latach bym ten post pisała. Mam 2 dzieci. Dziewczyny dbajcie o siebie!

  8. Ja właśnie jestem po cytologi, niestety pojawiły sie jakieś niepokojące komórki, takie informacje dostałam, teraz czekam na wizytę u ginekologa i nie ma godziny bym nie myślała, o tych komórkach, czekam na wizytę z najgorszymi myślami, mam 26 lat

Zostaw odpowiedź