Nie przegap tego Mamo

Nie przegap tego Mamo

2 1085

Uwierzysz jeśli napiszę, że zdarzały się w moim dorosłym życiu takie lata, kiedy nie zauważałam czereśni mieniących się w słońcu? Czereśni, które witały mnie każdego poranka, wołały do mnie z odległości dwóch metrów, gdy w biegu zatrzaskiwałam za sobą drzwi biegnąc do pracy. Nie wiem ile razy zdarzyło mi się przegapić pierwsze spadające liście i kasztany uderzające o ziemię. Wiem tylko, że kiedy człowiek skupia się wyłącznie na pracy i tym co konieczne po niej (zakupy, obiad, sprzątanie i jeszcze film z mężem, lampka wina, być może seks i błogi sen), dni stają się do siebie niezwykle podobne.

 

Jak to się działo, że z lata nagle robiła się zima, a wiosnę ledwo zauważałam?

 

Później urodził się Maciek.

Wiesz? Mówią, że macierzyństwo to nuda i rutyna. Spacerki, pieluszki, zupki. Że to w pracy dzieje się to prawdziwe, dorosłe życie, że świeżo upieczona mama wypada z obiegu i tylko koniec macierzyńskiego może przywrócić ją do życia. Uratować.

Ja tego poprzedniego życia już nie chciałam.

 

Cieszyłam się jak głupia na spacery z wózkiem, robiłam setki zdjęć czerwonym liściom w lesie i pochylałam się nad każdą biedronką. Już dawno nie miałam tyle czasu by dostrzegać zmiany zachodzące w porach roku i zapomniałam, że jesień nie oznacza tylko wyjęcia płaszczy i kurtek z dna szafy i wymiany obuwia letniego na te cieplejsze. Pchałam przed sobą wózek, wystawiałam twarz do słońca i próbowałam zapamiętać. Jak pachnie moje jezioro w listopadzie, a jak w styczniu, gdy pokrywa je gruba warstwa lodu? Kiedy o ósmej szłam do piekarni po pachnące, chrupiące bułeczki, obok mnie ciągnęły się sznury aut, które utknęły w korkach w drodze do pracy. Ależ ja sobie wtedy zazdrościłam 😉

Im mały był starszy tym było lepiej. „Zobacz synu. To jest muchomor. Piękny, prawda?”, „A tutaj ślimaczek. Zobacz jaką ma ogromną skorupkę”. Nigdy nie byłam szczęśliwsza. Ani wtedy, kiedy leżałam pod palmami sącząc drinka i czekając na brąz na moim wklęsłym wtedy brzuchu, ani podczas nurkowania w Morzu Czerwonym, gdzie na wyciągnięcie ręki miałam piękną rafę i płaszczkę płynącą trzy metry pode mną, ani nawet wtedy, kiedy na Akropolu ze łzami w oczach zgadzałam się, że zostanę jego żoną.

Nigdy nie żałowałam drogi, którą poszłam. Nigdy nie żałowałam rezygnacji z pracy, bo nie oznaczało to dla mnie rezygnacji z siebie. Założyłam blog, dzięki któremu do dzisiaj się realizuję i sądzę, że była to jedna z najlepszych decyzji jakie podjęłam w swoim życiu.

Już nigdy nie chcę przegapić spadających kasztanów i powrotu ptaków z ciepłych krajów.

P.S. Kasztany już są 🙂

 

2 Komentowane

Zostaw odpowiedź