Gry, które zrobią na dziecku wrażenie

Gry, które zrobią na dziecku wrażenie

3 9268

Przed samymi Świętami, co by oderwać Was trochę od gruntownych porządków i zdobienia jaj, postanowiłam pokazać kilka gier, które bezsprzecznie zrobią wrażenie na każdym maluchu.

Gotowi? W takim razie zaczynamy…

„PAJĘCZYCA” GRANNA

„Pajęczyca” to gra, która wzbudza zachwyt, niekontrolowane wrzaski, piski i wybuchy śmiechu. Robi wrażenie na każdym, absolutnie każdym małolacie, który nas odwiedza. Mój syn, choć początkowo nieufny w stosunku do fioletowego wielonoga, teraz bawi się nim właściwie codziennie (nawet jeśli rodzice mają już dość, bawi się sam ;)).

W pudełku znajdziecie podstawkę z pajęczą siecią, na której obraca się nasza pajęczyca, owady, które będziemy zdobywać przy pomocy specjalnego chwytaka oraz tarczę, która wskaże ile owadów musisz zdobyć w danej rundzie.

I wszystko byłoby banalnie proste, gdyby nie fakt, że w pajęczynie siedzi kilka owadów – pułapek. Jeśli wyciągniecie jednego z nich, obudzicie pajęczycę, a ta zacznie podskakiwać w szaleńczym tempie. Musisz jak najszybciej odłożyć owada – pułapkę na miejsce i przekazać szczypce kolejnemu graczowi (UWAGA! Pułapki w kolejnych rozgrywkach będą umiejscowione w innych miejscach ;)).

Wygrywa ta osoba, która pierwsza wyciągnie 7 owadów (jeśli gracie we dwójkę) lub 5 (jeśli gracie we trójkę lub czwórkę). Dla starszaków jest również trudniejszy wariant gry.

„Pajęczyca” jest przeznaczona dla dzieci od czwartego roku życia, a jeśli zdecydujecie się podarować ją komuś w prezencie, nie zapomnijcie dołączyć baterii 😉

Do kupienia TUTAJ

„SPAGHETTI” GRANNA

27 sznurówek – makaronów w 4 kolorach, 2 talerze różnej wielkości, 4 smakowite klopsy, klepsydra odmierzająca czas i żetony. Tak niewiele trzeba, by wywołać radość na buzi dziecka. „Spaghetti” to gra, która od pierwszego momentu miała u nas tak zwane wzięcie 😉

Nie będę przepisywała Wam instrukcji, bo „Spaghetti” to gra, w którą można bawić się na kilka sposobów. My na razie gramy w wersję najłatwiejszą i tylko ją przedstawię.

Na jednym z dwóch talerzy układamy dokładnie wymieszany makaron i 3 klopsiki. Jeden z graczy odwraca klepsydrę, która odmierza czas, jaki ma na swój ruch towarzysz zabawy. W jednym ruchu możecie wyciągnąć kilka makaronów, ale tak by nie pobrudzić stołu (makaroniki nie mogą wystawać poza talerz, a pulpety nie mogą z niego wypaść). Za najkrótsze – żółte – spaghetti gracz otrzyma 1 punkt, pomidorowe dadzą Wam 2 punkty, szpinakowe – 3 punkty, a sepiowe, aż 4 punkty. Jest też sposób na zdobycie klopsa, ale o tym przeczytacie w instrukcji, która jest swego rodzaju książką kucharską 😉

Gra „Spaghetti” przeznaczona jest dla dzieci od 6 roku życia, ale gwarantuję, że już z czterolatkiem można się w nią świetnie bawić (pod warunkiem, że od czasu do czasu dostaniesz zaćmy i przeoczysz czarny makaron sterczący na 5 cm poza talerz ;)).

Znajdziecie ją TUTAJ

„FRUTTI FRUTTI” Splash Toys

To jest dopiero zakręcona zabawa! Zobaczyłam kiedyś jej recenzję w otchłani You Tube i od razu wiedziałam, że musimy ją mieć. Tak jak myślałam był błysk w oczach czterolatka i ogromny efekt WOW. Nasz owocowy blender włączamy naciskając sznurówki w jednym z bucików. Jeśli stoi na płaskiej, gładkiej powierzchni (jak np. stół) wariuje na maxa. Zdecydowanie lepiej gra się na dywanie. Tak czy siak… On się kręci, a my rozdajemy każdemu graczowi po 3 karty (na każdej z nich widnieją dwa owoce), a resztę układamy w stosik i kładziemy na środku stołu.

Zaczyna jak zwykle Maciek i wrzuca do świrującego blendera jedną z kart wrzeszcząc np. banan – jeżyna, co daje mi jasność, że muszę wrzucić kartę, na której w pierwszej kolejności występuje jeżyna. Mam taką? Super. Wrzucam ją do blendera wrzeszcząc np. jeżyna – truskawka i młody już może szukać u siebie truskawki. Nie ma takiej karty? Losuje ze stosiku. Nadal nie ma? Kolej przechodzi na mnie… Losujemy, aż ktoś natrafi na truskawę, którą może wrzucić do blendera. I tak gra toczy się do momentu, w którym jeden z graczy nie pozbędzie się kart.

Proste? Proste. No to trochę skomplikuję. Co jakiś czas z blendera wyfruwa jakaś karta. Gracz, do którego akurat należy kolejka musi dołączyć ją do swojej puli. Im więcej kart jest w blenderze – tym trudniej 😉

„IF YOU SEE A CROCODILE…” ORCHARD TOYS

To najmniej gadżeciarska gra, którą Wam dzisiaj pokażę, jednak musiała się znaleźć w szczęśliwej szóstce, bo cwaniara potrafi zrobić wrażenie…

Z puzzli składacie rzekę, po której będziecie się poruszać pionkami, by dotrzeć do bezpiecznej przystani. Teraz najmłodszy gracz rzuca kostką. Wypadł mu kolor czerwony? Ze środka planszy (spójrzcie na zdjęcia poniżej) losuje czerwony żeton i sprawdza co na nim widnieje. Kropelki wody? Może przesunąć się swoim pionkiem na czerwone pole. Jeśli jednak zdarzy się tak (a zdarza się to dość często), że na żetonie znajdziemy krokodyla, to trzeba wrzasnąć ile pary w płucach „AAAAAA… KROKODYL!!!” i spokojnie poczekać na swoim miejscu, aż będzie można bezpiecznie płynąć dalej.

Zużyte żetony odkładamy do trójwymiarowej łódki.

Fajna gra? Jasne! Dzieciaki bawią się przy niej znakomicie, a i rodzice nie najgorzej.

Do kupienia TUTAJ

Inną świetną grę tej marki pokazywałam Wam TUTAJ.

„LISEK CHYTRUSEK” GRANNA

Młody totalnie oszalał na punkcie „Liska Chytruska”. Nie ma w tym jednak niczego zaskakującego. Są w grze bowiem jajka, którymi trzeba rzucać w tarczę (a rzucać młody uwielbia), są kury wyskakujące z beczek i lisek, który porusza się za sprawą „magii” po płocie.

Ale od początku. Składamy płot na końcach którego umieszczamy beczki z naszymi kurkami. Lisek będzie próbował wykradać im jajka. Na płotku umieszczamy Chytruska, a dokładnie pod nim tarczę, w którą będziemy celować jajkami. Jeśli uda mi się trafić w tarczę lisek zbliży się odrobinę w stronę kury Maćka. Jeśli w tarczę wyceluje młody – Chytrusek podejdzie do mojej kokoszki.

Pełna emocji i szaleństwa gra, podczas której zdarza mi się omyłkowo dostać jajem. Uwaga na małych oszustów, którzy podczas rozgrywki ukradkiem ustawiają się coraz bliżej tarczy! 🙂

Więcej o grze TUTAJ

„ZĘBATY WILK” Splash Toys

Reklama telewizyjna zrobiła swoje i „Zębaty wilk” stał się najbardziej pożądaną zabawką miesiąca 😉 „Mamo. Kupisz mi wilka?”. I może powiedziałabym „nie”. Ale wiecie… Kiedy prowadzi się blog w sporej części poświęcony zabawkom, to zawsze ma się tę wymówkę → kupię i pokażę na blogu 😉 I tak oto „Zębaty wilk” zagrzał miejsce w naszym domu.

Pamiętacie „Operację”? (TUTAJ). Wilk działa na podobnych zasadach. Wrzucasz mu do paszczy jakieś graty (kubeczek, okulary, żabkę i inne), a później dołączoną pęsetą i haczykiem wyjmujemy to wszystko tak, by nie dotknąć drucików umieszczonych między zębiskami, które leczymy. Za każdym razem kiedy jednak coś nam nie wyjdzie, wilk zawyje i nieznacznie zamknie buzię.

Fajna zabawa, ale największy efekt jest za każdym razem kiedy uruchamiasz grę 🙂 Nic więcej nie powiem 🙂

Do kupienia TUTAJ

Napracowałam się przy tym poście baaardzo, więc jeśli Ci się podobało, pomóż mi, udostępniając go na Facebooku.

Jeśli jesteś tu pierwszy raz to serdecznie witam. Mam na imię Gosia i jestem mamą cudownego czterolatka 😉 Jeśli chcesz przeczytać kolejne moje posty, wystarczy, że polubisz mój profil na Facebooku → KLIK :*

A Ciebie Czytelniku powracający ściskam z całych sił i wiesz…
I Love You :*

3 Komentowane

  1. Ekhm… Jakby Wam się kiedyś część z Waszych gier znudziła i chciałabyś odsprzedać, to pewnie widzisz mój adres mailowy, nie krępuj się 😀

  2. A my szykujemy na Dzień Dziecka klasyczne Grzybobranie od Granny. To trójwymiarowe, rozbudowane. Ale Twoje propozycje na pewno też wezmę pod uwagę przy kolejnej okazji. Piękne są 🙂

Zostaw odpowiedź