Nie chcę być taka dla mojego dziecka!

Nie chcę być taka dla mojego dziecka!

20 70895

Wrześniowy, niedzielny poranek. Budzę się jakaś naburmuszona, choć naprawdę nie wiem dlaczego. Słońce nieśmiało zagląda do mojej sypialni, a ja w myślach wrzeszczę żeby stąd spieprzało. Że ja chcę zamknąć oczy, chcę pozostać tam gdzie byłam jeszcze przed chwilą, że nie mam zamiaru mierzyć się z kolejnym dniem. Że mam w dupie to, że tak sobie radośnie świeci bo mi radośnie nie jest i już! Jeszcze nie zdążyłam zwlec się z łóżka, a już czuję, jak rzeka beznadziei powoli wypełnia każdą szarą komórkę. Czuję jak przysłania powieki. Zakłóca obraz. Uniemożliwia zobaczenie tego co widzieć powinnam. Przecież nie dalej jak wczoraj jeszcze to widziałam.

Żołądek zaciska mi się w mocny, żeglarski węzeł i już czuję ten cholerny nerw, który da się we znaki moim najbliższym. Wchodzę do kuchni po której od pół godziny buszuje mąż z synem. Jasne! Płatki owsiane rozsypane po całym stole i dwie plamy mleka na podłodze nie wróżą niczego dobrego. Zlew, z którego niczym lawa wylewają się brudne naczynia też nie. Wczoraj zostawiłam kuchnię lśniącą czystością. Fuck! Wzrokiem przewiercam tego, któremu ślubowałam, że na dobre i na złe i nawet na takie dni jak dzisiaj. Próbuję wrzucić na luz, ale moja głowa nakręca się coraz bardziej i bardziej i kiedy widzę piaszczyste ślady po butach w salonie wiem, że przegrałam. Wybuchnę. To jasne! Ten nic nie znaczący bajzel, obok którego powinnam przejść niewzruszona niczym modliszka po skonsumowaniu oblubieńca, doprowadza mnie do szału. Ten PMS czy inny szajs powoduje, że w oczach mojego dziecka dostrzegam łzy. „Mamusiu, nie bądź na nas zła. My tylko chcieliśmy zrobić Ci śniadanko”.

I wszystko opada. Opadają emocje, a przynajmniej te złe, spalające, te których nie chcę. Jest mi wstyd, tak bardzo wstyd, że do porządku musiał przywołać mnie czterolatek. I nawet cycki mi opadają kiedy myślę sobie, że właśnie potraktowałam osoby które kocham jak emocjonalny worek treningowy. Oby sobie ulżyć, oby się troszkę wyżyć i pozbyć się jakoś tej złości. A przecież jestem dorosłym, wrażliwym homo sapiens. Przecież wiem jak żyć w zgodzie ze sobą i dbać o swoje uczucia. Sama wam o tym pisałam → TUTAJ.

Tak bardzo staram się na co dzień, by takie momenty w życiu przeżywać świadomie. By odpuszczać. Nie pozwolić by nagromadzone napięcie, kiedy nie wszystko układa się po mojej myśli, raniło moich najbliższych. Mało tego. Staram się nie gromadzić tych złych emocji. Rozprawiać się z nimi tu i teraz, natychmiast, bo nie chcę być jak Etna. Mimo moich wysiłków czasami się nie udaje. Czasami z ciepłej i kochającej mamy przeistaczam się w ziejącą ogniem górę, która podnosi głos i gniewnie dyryguje swoją małą komórką społeczną. „Natychmiast pozbieraj te klocki! Zobacz jaki bałagan zrobiłeś!”. „Dlaczego założyłeś mu do ogródka najlepsze spodnie? Oszalałeś? Nie widzisz, że kupiłam je do przedszkola?” Idiotka.

Oj! Jak ja siebie później nie lubię. Każdy ma gorsze dni. Wiem. Ale przecież wystarczy, że zostanę na pięć minut ze swoimi demonami. Wystarczy pięć minut ciszy i już wiem, że moja złość wcale nie dotyczyła tych rozsypanych płatków, ani tego rozlanego mleka, ani nawet ubrudzonej masłem i keczupem bluzki z Myszką Miki. Zamykam się w łazience. Włączam gorącą wodę i stojąc pod prysznicem ryczę jak bóbr. I czuję jak napięcie z ostatniego tygodnia przenika do odpływu razem z kilkoma zagubionymi włosami i pachnącą pianą ściekającą z pleców. Kiedy sięgam po ręcznik wiem, że jest dobrze. Wiesz o czym myślałam przez ostatni kwadrans?

O tym jak wyglądałoby moje życie w idealnie czystym domu. Czystym i błyszczącym, ale bez nich. Co bym czuła, gdyby ten cud, który każdego ranka odciska swoje usta na moim policzku, zniknął. Gdybym już miała nie usłyszeć pełnego radości „Mamusiu, kocham Cię”. Jak by to było gdyby moja ciąża nigdy się nie wydarzyła. I gdybym nigdy nie poczuła tej miłości. Jedynej w swoim rodzaju. Najsilniejszej. Jak mogłabym dalej żyć, gdybym nie mogła co wieczór nucić „aaaa, kotki dwa…” wtulając się jednocześnie w jego pachnące włosy. Co bym czuła gdyby pewnego dnia mój mąż nie wrócił z pracy do domu. Jak mogłabym dalej żyć? Bez nich?

Myślę o tej matce, która pochyla się nad szpitalnym łóżkiem swojego dziecka. Patrzy jak jego dni uciekają jej przez palce i nic z tym nie może zrobić. Nie może ich zatrzymać. Jest bezsilna. Myślę o tym chłopcu, który został odebrany rodzicom przez psychopatę – porywacza. Już nigdy nie przestaną dręczyć ich demony. Codziennie rano będą pili kawę w milczeniu zastanawiając się czy ich synek żyje. Myślę o dziecku, które matka pozostawiła w łóżeczku z butelką mleka i poszła w tango. A ono tam same samiuteńkie w tym łóżeczku. Płacze, ale nikt nie przychodzi. W końcu płakać przestaje, wie że nikt się nie pojawi. W końcu myślę o moim pierwszym synku, o Wiktorku, któremu nigdy nie zaśpiewam kołysanki i nie przeczytam przed snem „Kubusia Puchatka”. Nigdy nie będę trzymała jego rączki w swojej i nie opowiem mu o wspaniałych zamkach i rycerzach. Nigdy nie zobaczę jak pluska się w jeziorze i nie odprowadzę go do szkoły…


Kończę z tym.

Już nie jestem zła. Odcinam się od tego. Jest tylko miłość. Schodzę na dół z uśmiechem na ustach. Ostatnią gorzką łzę przełykam i słodzę herbatę. Przepraszam. Przytulam ich i mówię, że kocham. Że są całym moim światem, są najważniejsi. A ja byłam taka głupia i zepsułam nam poranek. A przecież nie wiem ile takich poranków jeszcze od życia dostanę. Wiem, że nic nie jest nam dane na zawsze.

Tego dnia siedzimy do późnej nocy. Za domem rozpalamy ognisko i wtuleni w siebie spoglądamy w rozgwieżdżone niebo. Jeszcze niedawno cięły komary, ale już teraz tylko cisza, my i czas, który jeszcze nam pozostał. Otulamy się miękkim jak puch kocem i śmiejemy się z kolejnych pomysłów naszego dziecka. I już nawet nie mogę sobie przypomnieć dlaczego rano byłam taka wściekła. Tak bezsensownie zła. Nie chcę być taka. Nie dla nich…

P.S. Wczoraj przeglądając statystyki mojego bloga odkryłam, że ktoś dotarł na moją stronę wpisując w wyszukiwarkę hasło „mam dość dzieci”. Zamarłam. Przeraziłam się. Każda z nas czasami ma dość. Odpowiedzialności, obowiązków, pracy. Każda z nas czasami jest zmęczona i chce jej się zamknąć w łazience i wyć do szumiącego kranu, co by dziecko nie usłyszało tego szlochu. Więc jeśli Ty kochana, która masz dość dzieci trafiłaś właśnie tutaj i czytasz ten tekst, to mam nadzieję, że ten wpis choć trochę Ci pomoże. Pomoże poustawiać w życiu priorytety. Trzymam kciuki za lepsze dziś, jutro, pojutrze.

dsc_0841m

dsc_0881m

dsc_0883m

dsc_0886m

dsc_0838m

dsc_0894m

Jeśli chociaż raz w życiu czułaś tak jak ja, będzie mi niezwykle miło gdy udostępnisz ten tekst dalej. Dla innych mam, które czasami czują złość i szlochają w poduszkę kryjąc łzy przed dzieckiem.

Jestem na Facebooku 😉 → KLIK.

 

20 Komentowane

  1. o Boże! czyli nie jestem jedyna? mi się wydaje, że jestem najgorsza matka na świecie! mam przez to mega doły. Wczoraj powiedziałam komuś, że marze wrócić do czystego domu, że chcę aby w nim nikogo nie było wtedy mogłabym odpocząć! Boże jaka ja głupia byłam. Skąd takie myśli? nie wiem … ale jak już te myśli się pojawią to tak jakby wciągało mnie do siebie wielkie czarne zło … bo wyrzuty sumienia bolą najbardziej. Dziękuję za wspaniały artykuł … pozdrawiam serdecznie

  2. Dziękuję, w bardzo prosty sposób wyraziłaś to co czuję i to jak wielki mam do siebie żal o te afery z dupy o warczenie o stracenie z horyzontu tego co ważne. Dziękuję. :*

  3. piękny artykuł, właśnie dziś mam taki dzień, ale po przeczytaniu, po prostu czułam się, że schodzi ze mnie ciśnienie….dziękuję…

  4. Twój poranek był moim dzisiejszym..którego potem żałowałam, że to nie był sen..przeprosiłam i obiecałam sobie poprawę..ja głupia

  5. Bardzo mądry i piękny artykuł. Chyba każdy z Nas powinien go przeczytać pomaga w 100 % doceniajmy to co mamy. Nie przejmujmy się sprawami których nie ma a urajamy sobie w głowie

  6. Świetny tekst, dziś właśnie tego potrzebowałam. Ja też niedawno miałam taki trudny moment, którego się wstydzę, ale z którym nie potrafiłam sobie poradzić. Ileż to razy powtarzałam sobie w duchu, jak bardzo cenię sobie to co mam… ale czasami to wszystko mnie przerasta, nie wystarcza i czuję, że wewnętrznie w tym wszystkim się pogubiłam. Musimy być silne i iść dalej, nie poddawać się… łatwiej jest powiedzieć, trudniej zrobić. Pozdrawiam serdecznie

  7. Masz w sobie moc i umiejętność, w którą powinien być wyposażony każdy rodzic – refleksji nad sobą, swoim zachowniem, byciem rodzicem. Wiesz czego nie chcesz, co chcesz poprawić. Brawo! 🙂
    Pozdrawiam Cię ciepło!

  8. Jakie to prawdziwe i przecież tak ludzkie. Jesteśmy, czujemy, to normalne. Sama mam takie chwilę, że aby nie dać upustu swoim negatywnym emocjom mam ochotę wyjść, teraz, zaraz, już! Ale nie w tym rzecz. A potem przytulam się do męża i tak bardzo dziękuję, że mam przy sobie tak wspaniałego człowieka i na synka śpiącego patrzę i tak bardzo cieszę się, że Go mam. To w życiu jest ważne. Najważniejsze.

  9. Jesteśmy tylko ludźmi i każdy ma gorszy dzień, w którym wybuchamy poprzez drobnostki. Ważne w tym wszystkim jest to, że widzisz ten problem i starasz się to naprawić. Bliscy powinni to docenić ten fakt.

Zostaw odpowiedź