Terrorystka w piaskownicy.

Terrorystka w piaskownicy.

35 25182

Szła sprężystym krokiem, prawie biegła. Jakby nie miała tych 10 centymetrowych obcasów. Jakby urodziła się w szpilkach Louboutina. WOW!!! Poczułam pełen podziw. Piękna, zgrabna, zadbana. Obok fajny berbeć. Przez chwilę poczułam się niezręcznie w moich granatowych trampkach z pomarańczowymi sznurówkami i lekko przetartych dżinsach. Nie, nie… Ja też bywam elegancka! Serio! Co prawda już prawie nie pamiętam kiedy ostatnio wsunęłam na stopy szpilki, ale serio… bywam elegancka 😉 Podziw czułam jeszcze przez jakieś 60 sekund. Dopóki się nie odezwała.

Szłyśmy praktycznie ramię w ramię, zmierzając w tym samym kierunku. Nasze dzieciaki już zapałały do siebie sympatią i biegały wokół nas śmiejąc się na całe gardło i wymieniając poglądy na temat wyższości motoru nad rowerem. Uśmiechałam się widząc z jaką łatwością nawiązują kontakt. Dzieciaki są niezwykłe…

Musicie to sobie wyobrazić… Plaża, a obok szeroki na jakieś trzy metry deptak. W pobliżu żadnej ulicy, żadnych samochodów, żadnych niebezpieczeństw. Po prostu sielanka. Miejsce idealne na spacer z dzieckiem…

– Kuba! Przestań biegać – sielankę przerwała babeczka od nieziemskich szpilek.

– Ale mamusiuuuu… Zobacz na moje nóżki. Ja mam buciki specjalne do biegania – błagalnym tonem zwrócił się do niej maluch.

– Proszę Pani. Niech Pani popatrzy. To moje buty do biegania. Biegają bardzo szybko – dodał spoglądając śmiało w moje oczy.

Pochwaliłam buciki i uśmiechnęłam się do odważnego Kuby. W tym czasie mój Maciek rozpoczął prezentację swojego obuwia, bo przecież wszyscy musieli usłyszeć, że on też ma buty do biegania. Chłopcy znowu zaczęli truchtać.

– Jakubie! Masz karę! Nie będzie lodów ani bajek! Przez tydzień! – wykrzyczała na całe gardło ładna Pani, która swoją drogą już taka ładna wcale mi się nie wydawała. Jej ton był oschły i tak surowy, że momentalnie skurczyłam się o jakieś kilkanaście centymetrów.

– Mamusiuuuuu… Ale za co?

– ZA BIEGANIE!!!

Zamarłam. Serio! Poczułam się jak w jakimś cholernym, dawno przeze mnie zapomnianym i odkrytym na nowo Matrixie. Mój Maciek popatrzył na mnie ze zdziwieniem w oczach. Kara? Za bieganie? Świat zwariował. Naprawdę, szanowna Pani, zrozumiałabym gdyby dzieciom groziło jakieś niebezpieczeństwo… Naprawdę. Ale tak kara za bieganie?


Chłopiec, na oko dwulatek, bawił się z babcią na podwórku. Bawił to w sumie za dużo powiedziane. Asystował babci podczas doglądania wschodzących kwiatów. Nagle podszedł do piaskownicy. Swojej własnej. Zaczął w niej kopać małą, niebieską łopatką.

– Nie dotykaj piasku! – krzyknęła babcia. – Piasek jest brudny i pobrudzisz sobie rączki – dodała na wydechu, a jej twarz, która w między czasie zmieniła barwę na zielonkawą, powoli zaczęła wracać do normy.

Chłopczyk jednak nadal grzebał łopatką w swojej piaskownicy. Babcia warknęła do dziadka, który nieopodal siedział na wiekowym stołeczku – Zrób coś!

– Brunek! Nie dotykaj piasku bo piasek jest zimny – powiedział co wiedział, a następnie podpierając się na lasce wstał i poczłapał do domu.


Maciek biegał po placu zabaw, a ja z dumą obserwowałam jak wspina się po drabinkach, bawi się szaleńczo na zjeżdżalni i zawiera nowe znajomości z innymi dziećmi. Na ławce obok mnie siedziała dziewczynka, zapewne rówieśnica mojego syna, tęsknie spoglądając na rozbrykane dzieciaki. Co chwilę pytała mamę, czy może dołączyć do wspólnej zabawy.

– Nie moja panno. To nie są zabawy dla dziewczynek. Pobrudzisz się i się spocisz! – wytłumaczyła zrozpaczonej dziewczynce.

Przez chwilę zastanawiałam się czy nie przeniosłam się do XIX – wiecznej Anglii. Ale nie. Szlag mnie trafił! Przyprowadzać dziecko do parku i nie pozwolić mu się bawić z innymi? Mówcie co chcecie, ale dla mnie to podchodzi pod przemoc psychiczną.

Maciek co jakiś czas podbiegał do ławki na której siedziałam. A to po wodę, a to po kawałek banana, czasami opowiedzieć co ciekawego właśnie usłyszał w piaskownicy od starszego kolegi. W pewnym momencie zauważył smutną księżniczkę. Podał jej swoją ulubioną fioletową łopatę i zaproponował aby razem wykopali garaż. Pani aż sapnęła z oburzenia, złapała małą za rękę i pociągnęła za sobą w nieznanym nam kierunku.


Te trzy zdarzenia miały miejsce w tym tygodniu. JEDNYM! Ktoś powie. Wielkie mi rzeczy! Przecież nic się nie stało. Nie masz Pani większych zmartwień? Zajmij się Pani swoim dzieciakiem! Możesz tak powiedzieć. Ale mnie te sytuacje nieźle trzepnęły. Czy takie ma być dzieciństwo? Uważaj, bo się pobrudzisz. Nie wchodź bo spadniesz. Nie biegaj bo się zmęczysz. Od kiedy to dzieciom nie przystoi zabawa?

Pozwalam dziecku się pobrudzić, pozwalam skakać po kałużach (warunek – kalosze na nogach ;), pozwalam siedzieć i grzebać w piachu. Nie robię tragedii gdy przychodzi mi spierać plamy z trawy. Nie wkurzam się kiedy przybiega z odrapanymi kolanami (raczej podmucham i pocałuję, a jak trzeba to przykleję plasterek). Podczas ostatniego pobytu na Mazurach młody wszedł do wody w butach! Trzy razy! Trudno. Zmieniłam skarpety, ubrałam suche trampki i wytłumaczyłam, że jeśli zrobi to raz jeszcze będziemy musieli zostać w domu. Bo to ostatnia sucha para i skarpetek i bucików. Tyle!

Chromolić dzieciństwo bez lepienia ciastek z błota, bez przerzucania tony piasku, bez umorusanej lodami waniliowymi buzi i bez posiniaczonych łydek, obitych na placu zabaw. Do diabła z dzieciństwem spędzonym w sterylnym mieszkaniu z pudełkiem kredek i kolorowanką, kiedy na każdym kroku trzeba uważać żeby tylko nie pomazać niechcący lśniącego biureczka. Do diabła z dzieciństwem bez kredy, farb i ciastoliny – bo brudzą. Niech żyją dłonie upaprane mąką i paznokcie pod którymi zalega plastelina. Niech żyje swobodna zabawa!

 Jeśli nie chcesz przegapić kolejnego postu polub mnie na FB → KLIK.  Znajdziesz mnie również na INSTAGRAMIE → KLIK oraz na BLOGLOVIN → KLIK. Pozdrawiam.

DSC_0150m

DSC_0181m

DSC_0183m

DSC_0224m

DSC_0227m

DSC_0186m

DSC_0194m

 

35 Komentowane

  1. Tez nie rozumiem takich osób. Moje dzieciaki zazwyczaj wracają umorusani ze spacerów czy zabaw na powietrzu inne dzieci czyste. I co z tego ze mamy masę prania, mamy też masę wspomina.

      • Myślałam że to gdzieś nad morzem . Ładnie 🙂 Muszę sie tam wybrać kiedys na weekend. Polecasz jakies miejsca w okolicy Olsztyna?

        • Sam Olsztyn latem jest cudny 🙂 jeziora, plaże, masa miejsc do spacerowania, niewielka ale urocza starówka. Ścieżka wokół jeziora długiego. W Olsztynku świetny skansen – zwierzątka itd. 100 km do Giżycka – stolicy żeglarstwa. Chyba zrobię o tym wpis 😉

  2. Oj, skąd ja to znam. Na mnie też patrzą jak na dziwadło, bo dzieci są umazane od stóp po twarz, ale przy tym jakie szczęśliwe. Syn ma szczęście do takiej mamy, bo będzie wspominał dzieciństwo z sentymentem.

  3. Czasami sama lapie sie na tym ze jak widze moja 15 miesieczna panienka, ktora dopiero co probowala zjesc troche ziemii ze ściółką leśną, albo ubrudzila swoja śliczną seledynową kamizelkę to mnie lekki nerw łapie. ALE!!! jak widze jej szczęście, kiedy może biegać po placu zabaw, po łące, wywracać się i bawić w piasku – wtedy sobie myśle – przecież to tyle ubrania, szczęście dziecka jest ważniejsze. Sama pamiętam swoje dzieciństwo kiedy to jedna koszulka w trakcie wakacji niestety nie wystarczala bo zaraz cala była ubrudzona wszystkim co sie dało, ciasta, z piasku, kanapki i salatki z liści i błota z sosem z kałuży… skoki z rozbujane huśtawki i sskarp piaskowych, chodzenie po drzewach i zabawa w chowanego. To sa najpiekniejsze wspomnienia, nie mozna ich pozbawiac naszych dzieci!

  4. Moja młodsza córka na 99% zdjęć wygląda jak dziecko wojny – bo przecież rączką brudną od ziemi trzeba przejechać sobie po twarzy 😉 Brudne rajstopy, kurtka/bluza to norma. Starsza ostatnio z rozpędu wytarła rękę w sukienkę 😉 Czasami mi szkoda, bo jednak trochę się kasy na te dziecięce ciuchy wydaje, ale z drugiej strony to tylko rzecz. I tak ograniczamy na co dzień dzieci do naszego rytmu dnia – pobudka, śniadanie, szybko do przedszkola, bo mama z tatą do pracy (w przedszkolu również w miarę ustabilizowany rytm dnia). Rzadko kiedy współczesne dzieci mają możliwość do pełnego spontanu. Od małego muszą żyć w świecie kalendarzy, terminarzy, planerów swoich rodziców. W tym tekście najbardziej rozwaliła mnie kara za bieganie… Żal dziecka, ale też matki, która zapomniała jak to jest się bawić.

    • I dlatego kiedy tylko mogę robimy sobie z Młodym „wagary przedszkolne” 🙂 Mam to szczęście, że dosyć często mam taką możliwość. A kara za bieganie – to było naprawdę przykre 🙁

  5. Przerażające. Pamiętam jak miałam 6 lat i skakałam na skakance a obok biegał mój czteroletni kuzyn. Jego tata, a mój wujek wyskoczył z tekstem : Piotrek, nie biegaj, bo się spocisz. Przystanęłam z wrażenia i nie mogąc wyjść z szoku pomyślałam, że mam szczęście że moim rodzicom nie przeszkadza, że biegam i się pocę… Teraz nieustannie dziwią mnie rodzice, którzy zakładają swoim dzieciom najlepsze ubranie i potem na placu zabaw co chwilę upominają: tego nie…, tamtego nie, bo się ubrudzisz! To po cholerę tutaj przyszli??? Nie można założyć czegoś, czego nie szkoda ubrudzić??? Raz po 10 min siedzenia obok takiej mamy byłam zmęczona słuchaniem tych upomnień, co dopiero to biedne dziecko. Paranoja!

    • Dokładnie tak 🙂 Mnie również męczą rodzice z którymi nie da się pogadać bo co sekundę upominają swoje dziecko (które właściwie nic złego nie robi ;)). I ja też miałam szczęście do rodziców 🙂

  6. Bardzo podoba mi się Twój wpis 🙂 szczegolnie,że właśnie skończyłam niesamowitą książkę z półki mojej mamy (tyle lat a wciaz na czasie) „wyzwoleni rodzice,wyzwolone dzieci”. I dzięki ksiazce i Twojemu wpisowi jesCze bardziej uswiadamiam sobie jak ważne jest dawanie dziecku wolności i swobody! Jak okropne jest karanie ,szczególnie za rzeczy I zachowania które nie są niczym zlym 🙂 pozdrawiam

  7. Mega super tekst:) Niezbyt często trafiam na teksty, które przyjemnie czyta mi się od deski do deski. A co do samych dzieci to fakt. Jakieś dziwne czasy nastały, że wszystkiego im się zabrania.

  8. Mam wrazenie, ze doroslym sie w glowach poprzewracalo. Na drugie urodziny laptop, na komunie co najmniej smartfon z najnowszej kolekcji. W miedzy czasie tablet, PS i cuda wianki. A dzieci, przynajmniej na starcie sa takie same, jak bylismy my. Tylko nas rodzice nie psuli. Brudna poaskownica? Blagam, kto raz w zyciu nie zezarl robala?? Albo nie polizal barierki??
    mieszkamy w niewielkiej miejscowosci, place zabaw sa pelne brudnych, szczesliwych dzieci. Moja dostaje absolutnego szalenstwa. Ja siedze obok. Jestem z nia tylko, jak ona tego potrzebuje, coraz rzadziej 🙂 lub jak np starsze dziecko chce ja wykatapultowac na hustawce rownowaznej 😉 na szczescie malo jest u nas opiekunow, jak wyzej. Aczkolwiek czesto sa nadgorliwo towarzyszac dziecku w zabawie. Czyzby poeciolatek nie umial sam wykopac dolu? Musi to robic tatus? Ale to i tak lepsze niz siedzenie na lawce.
    Smutne te historie. Ale trzeba wierzyc, ze dzieci sie obronia !

    • Aż się popłakałam że śmiechu jak sobie wyobraziłam tą „żywą katapultę” 😀 😀 o losie 😀 dzieci kochane 🙂
      A odnośnie artykułu to babka od kary za bieganie powinna dostać szlaban na szpilki 😀

  9. az mnie serducho zabolalo:( biedne dzieci:( mam dwojke niezlych urwisow naprawde jieraz przechodza samych siebie. plac zabaw nie jest im obcy co tam ze ubrudza spodnie albo podra bo tak sie ktorys rozpedzil ze przetarl kolana. to czesc dziecinstwa:) gdhhym miala ich tak pilnowac to co sekunde darlabym sie na cale gardlo:/ brudne rece? umyje sie. ale nie ma to jak zakopanie sje buzia przez Stasia w piaskownicy:) niektore mamy pewnie dostalyby ataku paniki:D a najlepiej ruszyc sie i biegac za dziecmi po calym placu zabaw:D

  10. ps. moj Stasio jak mial 9 miesiecy trafil od pasa po kostki w gips na 3miesiace. czylj przegapil nauke chodzenia itp… musielismy odmowic sobie wielu rzeczy ale i tak siedzial a raczej lezal w piaskownicy bawiac sie z bratem:) co chcial to robil na co mial sily w raczkach. dzisiaj nadrabia i to bardzo:D

    • 3 miesiące w gipsie? To musiał być ciężki czas dla Mamy i Maluszka. Fajnie, że wszystko dobrze się skończyło 🙂 Pozdrawiam

    • wszystko zależy od materiału 🙂 Można próbować płynem do mycia naczyń, pocieraniu plamy kwaskiem cytrynowym czy wodą utlenioną. Ja najczęściej używam mydełka do usuwania plam. A później do pralki 🙂 Plam z trawy nie można czyścić gorącą wodą.

    • Niech Pani mi wierzy na słowo, że mój młody praktycznie codziennie pokryty jest piachem, trawą czy błotem 😉 z rozwagą nie publikuję w Internecie zdjęć syna które w przyszłości mogłyby w jakikolwiek sposób go ośmieszyć. Nie znajdzie Pani na moim blogu zdjęć w pieluszce, na nocniku czy w kąpieli. Nie będzie też zdjęć bałaganu w domu czy brudnego dziecka. Jeśli chcę zrobić dziecku zdjęcia na powietrzu robię to przez pierwsze pół godziny, kiedy jeszcze wygląda jako tako. Reszta fotografii trafia do rodzinnego albumu. I jeszcze jedno. Zdarzają się wyjścia gdzie dziecko wraca do domu czyste 😉 serio. A co oznacza czysty plac zabaw – nie wiem 🙂

  11. Wiesz, czytający fragment oo ładnej Pani i bieganiu chłopca, przyszła mi na myśl jedna rzecz… Może chłopiec przykładowo jest na coś chory? Na coś, co nie pozwala mu na wysiłek fizyczny, a zarazem coś, czego patrząc na malucha nie widać?

    • Może… choć wyglądało raczej na to ze Pani miała kiepski dzień i tyle. Tak czy siak bardzo często spotykam się z naprawdę dziwnymi zakazami rodziców…. np kiedy ktoś do nas przychodzi, siedzimy w ogrodzie a ja dostaję od gościa zakaz otwierania piaskownicy… albo pamiętam jak dziś sytuację nad morzem. Dziewczynka z babcią. Młoda chciała bawić się się moim synem, ale babcia na siłę trzymała ją na ręczniku metr na metr – bo będzie cała w piachu…

  12. Współczuję temu dziecku. Obawiam się , że wzrasta W poczuciu braku miłości i akceptacji. Lady Szpilka też musiała mieć trudne i przykre dzieciństwo. Dobrze, że jest jeszcze kilka normalnych matek( ojców,babć ,opiekunów). SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO PROCENTUJE W DOROSŁYM ŻYCIU

  13. Jak można tak pozbawiać dziecka zabawy a mnie też drażnią takie damulki ciekawe jakie one miały dzieciństwo wiadomo ze czasem szkoda jakiegoś ładnego ciuszka dlatego ja moją Natalie na plac zabaw ubieram w gorsze cichy i szaleje ile się da i brudzi w piachu a ja razem z nią 🙂 czasem jak wracamy to jak dwa brudaski i czasem ktoś dziwnie spojrzy na nas ale mnie to nie bardzo obchodzi najważniejsze że dziecko jest szczęśliwe i wymeczone lepiej wtedy śpi

  14. Buszowałam właśnie w internecie w poszukiwaniu sandałków na obcasie, he he he. Kupię płaskie

    Pozdrawiam, Marta – mama Poli (4) i Fryderyka (2)

Zostaw odpowiedź